Łączna liczba wyświetleń

sobota, 10 grudnia 2016

Cyrk na kółkach

                                                                                                                                                           
Trzy litery KSW znaczące Konfrontacja Sztuk Walki przyciągają niczym magnes. Ta zorganizowana na wysokim poziomie technicznym impreza potrafi zapełnić największą halę widowiskową w Polsce. Tak też stało się i tym razem. Cyrk Bólu... Nazwa tej edycji KSW dała mi wiele do myślenia. Nie planowałem wizyty w Tauron Arenie, ale otrzymałem od koleżanki  z pracy wiadomość z tajemniczym zapytaniem- czy chciałbyś iść na KSW? Od tej chwili sprawy potoczyły się szybko... Na drugi dzień czekałem pod "splaszczonym jajem" czyli pod Tauron Areną, ktorą tak nazywają moje dzieci. Czekałem z napięciem wiekszym, niż na samą galę sportow walki... Główny bohater tego wieczoru czyli... nie Mariusz Pudzianowski czy Popek Monster, a Konrad czyli Kondziu, pojawił się w asyście rozentuzjazmowanych fanów ze Słupska. Prowadzili oni jego wózek, krzycząc radośnie. Po wspólnym zdjęciu przed wejściem,   szef grupy zebrał składkę i zarządził, że to dla Kondzia. Bardzo pozytywny początek trwał w najlepsze przez 5 następnych godzin. Z Kondziem zapoznałem się dzień wcześniej za pomocą Youtube. https://youtu.be/7wpDUwalmZ8 Wiedziałem już wtedy, że nie mogę przepuścić okazji osobistego poznania tego człowieka. Moje przeczucia nie zwiodly mnie na manowce. Po raz pierwszy nie byłem zainteresowany imprezą na którą  przyjechałem. Kondzio okazał się największym znawcą tematu. Wiedział kto, kiedy i z kim walczył, któremu zawodnikowi urodziło się dziecko i jak ma na imię. Przeżywał widowisko całym sobą. Urzeczony wbijał wzrok w przeciwieństwo własnych niemocy-silnych, wysportowanych, zmotywowanych, okazałych... Obok przeszła Pani Szulim ze swym mężem Panem Starakiem. Piękni, bogaci, beztroscy, niemal poruszający się nad ziemią. Nawet w ubikacji niektórzy podchodzili do pisuaru, jakby wchodzili na ring. Wiele osób chciało się pokazać wszem i wobec. A Kondzio? Nie zamieniłbym tej znajomości na wymienionych zawodników czy celebrytów. Kondzio szczerze opowiadał o sobie, o swoich marzeniach, o codziennych trudnościach. Po raz pierwszy bez skrępowania zadałem kilka trudnych pytań. To on jest prawdziwym wojownikiem. A jeśli ktoś narzeka na swój los, niech będzie pewien, że nie jest tak źle, że ma wielki potencjał aby te trudności pokonać. Kondzio pokonuje je w każdym momencie swego życia. W pewnym sensie jest cudotworcą. Otwiera ludziom oczy, serca, umysły. Po prostu... cyrk na kółkach... KSW tym razem znaczyło dla mnie nie Konfrontacja Sztuk Walki ale Kondzio Super Wojownik. Trzymaj się i dzięki za lekcję życia.

2 komentarze:

  1. Mocne... Z wielu względów. Wielu niedostrzeganych przez nas ludzi to prawdziwi giganci, więksi od tych którzy wszystko " dostali z góry"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezawodny Andrzeju- dzięki za myśl. Wszak nie ma rozpusty większej niż myślenie...

      Usuń