Łączna liczba wyświetleń

piątek, 11 stycznia 2013

Chłopskie gadanie o słowie "baczność"

              Bo u mnie baczność to nie tylko noga do nogi i ręce przy półdupkach. Ale i myśli baczność, i dusza w słup, i wszystko baczność! To jak krzyknąłem baczność!, i garbaty się wyprostował. No ale nazywałem się wtedy „Orzeł”, a życie od śmierci różniło się dla mnie tyle co baczność od spocznij. Może się wydać nie do wiary komuś, żeby jedno słowo miało taką moc. Ale ma. Jak moc przeznaczenia, gdy się na kogoś uweźmie. Jak piekła i nieba moc razem wzięta. Na baczność wszystkiemu człowiek da radę, czego by mu się tak nie chciało albo byłoby ponad jego siły. Jak to mówią , i górę wywróci i rzekę zawróci. Na baczność i serce wolniej bije, i rozum prościej rozumuje. A kto wie, czy nawet umrzeć nie dałoby się na baczność bez żalu. Nieraz sobie myślę, skąd tyle siły może się pomieścić w jednym słowie. Musiał znać na wylot życie ten, kto to słowo wymyślił. Bo przychodzą nieraz takie chwile, że nie znajduje człowiek i na siebie innej rady, tylko na baczność!

A niech to! Znowu abecadło!

        Zanosi się na kolejne abecadło… 
Po Etiopskim alfabecie, Caminowym A…B…C…, Autystycznym abecadle i Wspinaczkowym A…Be..Ca..Dle przyszła kolej na Chłopskie Abecadło, które będzie nazwane Chłopskim gadaniem. Pomysł nieco dziwny, ale przyszedł mi do głowy w trakcie lektury niezwykłej książki: Kamień na kamieniu Wiesława Myśliwskiego. Mój pociąg do rzeczy, które nie wyglądają jak powinny oraz do zwykłych historii, ujmujących swą szczerością i prostotą, zaowocuje nieprzespanymi nocami, w trakcie których będę przepisywać zaznaczone, najlepsze fragmenty tego dzieła. Historie związane nieodłącznie z głównym bohaterem i przez niego w większości przypadków opowiadane zasługują na „wyłapanie” i uwiecznienie w skondensowanej formie. Kto będzie chciał, sięgnie do książki, której reklamą niech będą te poszatkowane myśli zwykłe-niezwykłe. Kto nie będzie chciał, niech nie czyta dalej. Jego strata. Zapraszam więc do wejścia w prosty, ale (przez to) coraz bardziej zapomniany świat Szymona Pietruszki.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Wspinaczkowe zakończenie


Marcin:
To już koniec naszej przygody z „wymagającym monstrum”. Czas na zejście. Zapewne niewielu zdaje sobie sprawę, że zejście jest trudniejsze, boleśniejsze i bardziej niebezpieczne, niż wejście. Przy zejściu z prawdziwych górskich szczytów zdarza się najwięcej wypadków. Zdarza się, że po osiągnięciu kulminacyjnego punktu, następuje pat i konieczne jest wejście i sprowadzenie z asekuracją tego, który zaniemógł. Gdzieś w głębi umysłu tli się nadzieja, że po zejściu, schodzący będzie doskonalszy o coś nieuchwytnego, ale to coś właśnie sprawi, że sam zapragnie wspiąć się ku górze…

Maciek:
Zaufanie do partnera trzymającego drugi koniec liny to podstawa udanej wspinaczki. Wiele razy asekurowany przez początkującą osobę, wspinałem się z przeświadczeniem, że nie powinienem odpadać. Każdy popełnia błędy, więc zakończę powiedzeniem Lenina „zaufanie jest dobre, lecz kontrola jest lepsza”.

Wspinaczkowe W jak wyżej



     Powierzyłem wam ludzkie dzieci nie po to, żeby kiedyś ocenić, ile wiedzy zdołaliście im przekazać, ale po to, żeby radować się widząc, jak wstępują wzwyż. Nie ten spośród waszych uczniów mnie interesuje, który-wniesiony wygodnie w lektyce- pozna tysiąc górskich szczytów i ujrzy zatem tysiąc krajobrazów-żadnego z nich przecież naprawdę nie pozna, a zresztą tysiąc krajobrazów to ziarnka piasku w ogromie świata. Interesuje mnie tylko ten, który będzie ćwiczył mięśnie wspinając się na szczyt, choćby tylko jeden, nie więcej, a w ten sposób stanie się zdolny zrozumieć w przyszłości każdy ujrzany krajobraz, i to lepiej niż wasz pseudouczony owe tysiąc źle nauczonych krajobrazów.

Marcin:

       Dalej, szybciej, głębiej, wyżej… Idee te zawsze przyświecały i przyświecać będą istotom ludzkim. Ta odwieczna rywalizacja z jednej strony pokazuje niezwykłe możliwości ludzkiego organizmu i tkwiący w nim potencjał, z drugiej zaś przyczynia się do niezdrowego współzawodnictwa.

Słowo „wyżej ” jest przez nas bardzo często używane, aby zmotywować wspinającego się do kolejnego ruchu ku górze. Wysokość sama w sobie nie interesuje nas tak bardzo, jak technika, jaką pokonało się choćby dwa metry.

Maciek:

    "Mam lęk wysokości", często można usłyszeć od osób próbujących swoich sił we wspinaczce. Najczęściej jest to tylko wygodna wymówka przed wysiłkiem. Pewnego razu pojawił się Pan po trzydziestce, który miał prawdziwy lęk wysokości. Przychodził na zajęcia z dziewczyną, która bez problemu wspinała się na górę, on natomiast nauczył się asekurować i raz na dwugodzinnej sekcji próbował wejść na najłatwiejszą ścianę. Zaczął od dwóch metrów nad ziemią, a z każdym tygodniem było coraz lepiej. Wspinał się wyżej i wyżej, aż w końcu wspiął się na szczyt. Po czterech miesiącach pokonał swoją słabość, wdrapując się do końca drogi. 

środa, 2 stycznia 2013

Wspinaczkowe U jak upór


        Marcin:
       Cecha ta może mieć przynajmniej dwa odcienie znaczeniowe. Może być siłą destruktywną lub konstruktywną. Jak jest w przypadku bohaterów tej kończącej się już opowieści? Ścianka jest odpowiedzią. Służy ona przekształcaniu negatywnego uporu w upór pozytywny. Ten pierwszy blokuje, izoluje, uwstecznia. Upór w pozytywnym znaczeniu otwiera, integruje, doskonali.
Nieśmiałe i początkowo nieporadne próby sięgnięcia ku innemu chwytowi, aktywne uniesienie nogi, by znaleźć stopień zapewniający upragniony odpoczynek, wykonanie polecenia instruktora… To właśnie pierwsze symptomy zmiany znaku uporu z „-” na „+”

Maciek:
Jeden z podopiecznych wykazuje się wyjątkowym uporem i przekorą. Kiedy mówię „wspinaj się wprost do stanowiska” mogę być pewny, że będzie szedł bokiem. Gdy kończy się jego czas wspinania i przywołuję go, aby rozwiązać linę, nie przestaje się wspinać. Wciąż trwają podchody, aby upór i jego przekorę przekuć na bezpieczeństwo i ruch wspinaczkowy. Mówię więc „wspinaj się bokiem i możesz wspinać się dalej” jak na razie działa.