Łączna liczba wyświetleń

piątek, 11 listopada 2011

O Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec


Dziwnym trafem przypomniało mi się, że wiele lat temu Wojciech Mann i Krzysztof Materna zaprezentowali w programie sylwestrowym szokującą interpretację wizualną wierszyka dla... dzieci. Znalazłem go i przyznać muszę, że nawet po latach robi wrażenie...





Ja wychodzę po ciasteczka-
Rzekła Mama do Juleczka,
Sprawiajże się tu przykładnie,
Nie ssij palców, bo nieładnie,
Bo kto palec w buzie tłoczy,
Zaraz krawiec doń wyskoczy
Z nożycami zły okrutnie
I paluszki niemi utnie.

Julek przyrzekł słuchać Mamy,
Lecz nie wyszła jeszcze z bramy,
A już nieposłuszny malec
Myk do buzi duży palec!
Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera,
Wpada krawiec jak pantera
I do Julka skoczy żywo.
Nożycami w lewo, w prawo
Uciął palec jeden drugi,
Aż krew trysła we dwie strugi.
Julek w krzyk, a krawiec rzecze:
Tak z nieposłuszeństwa leczę!

Wraca Mama, aj! Wstyd! Bieda!
Juleczkowi ciastek nie da,
Bo kto Mamy nie usłucha,
Temu dosyć bułka sucha.

Płacze Julek, żal niebodze,
A paluszki na podłodze.
 
Wersja obrazkowa 

czwartek, 10 listopada 2011

Dlaczego?


Będąc w Wadowicach natrafiłem na interesujące zdjęcie uwieczniające odsłonięcie pomnika Jana Pawła II, z jego udziałem. Zdjęcie jest słabej jakości, gdyż był słoneczny dzień, a umieszczone było w szklanej gablocie. Widać jednak, że Jan Paweł patrzy na "siebie"...


Jak wiemy, nie był on zwolennikiem tego typu dowodów pamięci czy też szacunku. Zastanawiam się, co pomyślał, widząc tą freestylową interpretację swego wizerunku w pełnej okazałości? W mojej głowie zrodziło się jedno tylko pytanie- dlaczego???





wtorek, 1 listopada 2011

Mól książkowy


Nie wiem, czy wszystko ze mną w porządku, ale mam bzika na punkcie książek. Ostatnio mój bardzo dobry kolega poszukiwał Życia Ewangelią księdza Jana Ziei. Udało mi się znaleźć tą pozycję i podarować mu ją, z czego bardzo się ucieszył. Radość jego była tak wielka, że obserwujący to z boku ludzie zastanawiali się być może, czy może wygrał on w totolotka? Zanim mu ją przekazałem, wgryzłem się (jak to mól zwykł czynić) we wstęp. Była tam mowa o innej książce, mianowicie o Drogowskazach Daga Hammarskjlolda. Coś mnie natchnęło do wzmożonych poszukiwań. Jak można było się tego spodziewać, pozycja ta była niedostępna. Widząc z okna swego mieszkania palące się światło w przykościelnej księgarni ruszyłem na „łowy” (można tam kupić książki, które już nie są wznawiane, a ceny są niespotykanie atrakcyjne). Przeglądając mocno już przetrzebioną kolekcję, sięgnąłem po niepozornie wyglądającą książeczkę. Moim oczom ukazały się … Drogowskazy w tłumaczeniu księdza Ziei… Zakonnica stojąca za ladą chyba była zaskoczona moją tak niepowściągliwą reakcją… Mimo to cieszyła się, że ktoś może na widok książki podskoczyć do góry i pocałować okładkę… Jak się okazało, nie jest to prosta pozycja. Oznacza to, że trzeba się jeszcze mocno umysłowo podciągnąć, ale wszystko na dobrej drodze. Oto kilka fragmentów. Dodam, że ksiądz Zieja nauczył się specjalnie języka szwedzkiego, aby ja przetłumaczyć… Większej zachęty nie trzeba… 

Miarą wymagań, jakie stawia ci życie, są tylko twoje własne siły. Jedynym możliwym bohaterstwem-żeś nie zdezerterował.

To, co nadaje życiu wartość, możesz osiągnąć- i stracić. Ale nigdy nie posiądziesz tego na własność. 

Masz wstręt do pochwał, lecz biada temu, kto nie uznaje twojej wartości.

Łatwo być uprzejmym nawet względem nieprzyjaciół, gdy brak nam charakteru.

Czyń, co możesz, a zadaniu łatwo podołasz; tak łatwo, że pełny oczekiwań będziesz gotów na cięższe próby, jakie mogą nadejść. 

Droga do świętości – za naszych czasów-zdecydowanie prowadzi przez działanie.